Szał przedświąteczny trwa. Po sukcesie weekendowego kiermaszu postanowiłam jeszcze bardziej zwiększyć obroty i opłacało się! Znalazłam sposób na nieszczęsną żywicę i udało mi się stworzyć imponującą serię biżuterii. Przyznaję - zatapianie prawdziwych roślinek sprawia mi ogromną frajdę.
Przez całą wiosnę i lato zarówno ja jak i moi bliscy byliśmy mocno zaangażowani w zbieranie i suszenie kwiatów. Po kilku miesiącach zabawa była jeszcze większa - wymyśliłam sobie segregator i sortowanie roślin według rodzajów. Uzbierała się całkiem pokaźna kolekcja, która wspaniale wygląda i na dodatek pachnie :) Niestety potem zaczęły się schody... ulubiony dostawca żywicy "dał ciała" i zmienił produkt na gorszy. Kolejne poszukiwania zamiennika okazały się nieskuteczne, bo znalezione żywice odbarwiały rośliny. I nagle w tym tygodniu postanowiłam spróbować jeszcze raz. Da się? Da się! Kwestia wyeliminowania nadmiaru powietrza jest kłopotliwa i pracochłonna, ale udało mi się osiągnąć efekt zupełnie zadowalający. Kwiaty mają piękne barwy (w większości zupełnie niezmienione) a pojedyncze bąbelki powietrza nie psują biżuterii a dodają jej uroku. Efekt przerósł moje oczekiwania :) Prezentuję zdjęcia bez zamontowanych bigli, krawatek i łańcuszków.
 |
Kolczyki i bransoletki, u góry komplet kolczyki + zawieszka. Bransoletki pojedyncze, będą miały łańcuszki w pasującym kolorze. |
 |
Kolczyki - malutkie wkrętki. |
 |
Pierścionki duże i małe, okrągłe i kwadratowe... :) |
 |
I moje ulubione czyli zawieszki! Każda doczeka się łańcuszka. |
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń